Caritas to gra zespołowa

Z ks. Stanisławem Słowikiem, dyrektorem Caritas Diecezji Rzeszowskiej w latach 1992-2020, rozmawia ks. Tomasz Nowak.

W ciągu 28 lat, kiedy ksiądz był dyrektorem Caritas, było bardzo dużo różnych akcji charytatywnych, i tych stałych, i tych okazjonalnych. Którą z nich ksiądz szczególnie zapamiętał?

Każda sytuacja jest inna, każda wiąże się z jakimś ludzkim dramatem, który trudno ze sobą porównywać. Teraz, gdy rozmawiamy podczas Świąt Bożego Narodzenia, przypominam sobie święta w 2004 r., kiedy fala tsunami zalała część Tajlandii, dokładnie 26 grudnia. Caritas Diecezji Rzeszowskiej włączyła się w zbiórkę i była to największa dotąd zbiórka w historii. Kiedy zastanawiałem się nad tym fenomenem, bo przecież Tajlandia leży daleko, jest nieznana, a tu taka ofiarność, pomyślałem o tym szczególnym kontraście związanym z Bożym Narodzeniem – my, w Polsce, siedzieliśmy w ciepłych domach przy pełnych stołach, a tam taki dramat. Ten kontrast miał przełożenie na ofiarność.

A czy spotkał się ksiądz z odwrotną sytuacją. Jakimś kataklizmem, gdzie straty były widoczne i powszechnie znane, a mimo to trudno było zebrać pieniądze na ratunek i przywrócenie normalności?

Nie przypominam sobie sytuacji, żeby nie było odzewu na zbiórki. Razem z niszczącą falą powodzi, pożarów, wojen idzie na ogół fala dobroci. Niezrozumienie pojawia się czasem w przypadku stałych akcji, które organizowane są systematycznie, od wielu lat. Czasem jest to rezultat zmęczenia, znudzenia, innym razem taki brak nadziei, że to w jakiś sposób coś zmienia. Stąd potrzeba stałej zachęty i dobrej informacji.

Jak się zmieniały potrzeby i hojność ofiarodawców? Zapewne inne były w latach 90 i inne teraz, w latach dwudziestych XXI wieku.

Wyzwania wciąż się zmieniają i zapewne inne będą w przyszłości. Lata dziewięćdziesiąte to był trudny czas po zmianach w 1989 r., z dużym bezrobociem. Ogólnie też powoli, przez te wszystkie lata, podnosił się ogólny poziom życia. Po zaspokojeniu podstawowej potrzeby jedzenia, ubrania, pojawiały się inne potrzeby związane z mieszkaniem, edukacją. Dzisiaj bardzo wiele na korzyść zmienił program „Rodzina 500 plus”. Zmieniali się też sami pomagający. Pamiętam, że na początku trudno było organizować zbiórki. Niektórzy mówili, że ludzie są biedni, nie ma co wyciągać do nich ręki. Ale okazało się, że nawet w trudnej sytuacji, ludzie chętnie się dzielą, choćby przysłowiowym wdowim groszem. I tak, akcja za akcją sprawiały, że ludzie przyzwyczajali się do dzielenia, do dawania.

Czy te wdowie grosze wystarczają, aby prowadzić codzienną działalność. Pytam o środki, którymi dysponuje Caritas?

Caritas pozyskuje środki z różnych źródeł. Gdybyśmy poprzestali tylko na środkach zbieranych przez wolontariuszy nie bylibyśmy w stanie prowadzić działalności na tak szeroką skalę. Mamy też spore zróżnicowanie, gdy chodzi o rozwiązanie finansowania poszczególnych ośrodków i projektów, gdzie współpracujemy z instytucjami państwowymi i samorządowymi. Wspierają nas również liczne firmy, które przekazują pieniądze albo gotowe wyroby. Caritas występuje w roli pośrednika. Dzięki długoletniemu doświadczeniu i rozwiniętym strukturom, pozyskane przez nas środki trafiają w odpowiednie ręce.

Czy podczas swojej pracy przeżył ksiądz taki moment, w którym pomyślał: Boże, czy ta osoba, albo te osoby, muszą przeżywać takie dramaty?

Towarzyszenie ludziom i całym rodzinom w trudnych chwilach, w cierpieniu, to jeden z elementów pracy w Caritas. Dotyczy to nie tylko dyrektora ale wszystkich pracowników i wolontariuszy. Aby móc stanąć twarzą w twarz wobec ludzkich dramatów ze współczuciem i miłością potrzebne jest odpowiednie przygotowanie. Dość szybko stwierdziliśmy, że bez formacji trudno będzie nam odpowiednio reagować, angażować się, poświęcać, stąd pomysł na coroczne rekolekcje w Wielkim Poście w Myczkowcach dla wolontariuszy Parafialnych Zespołów Caritas i spotkania w parafiach w październiku, a także formacja wolontariuszy Szkolnych Kół Caritas. W formacji często korzystamy z nauczania papieskiego, encyklik Jana Pawła II, Benedykta XVI i Franciszka. Ogólnie działamy według schematu: słowo, modlitwa, czyn. Takie sposoby czynienia miłosierdzia podał Pan Jezus siostrze Faustynie, o czym napisała w „Dzienniczku”, choć tam na pierwszym miejscu jest czyn.

Kiedyś słyszałem taką opinię, że Caritas zawęża przesłanie o miłosierdziu, przekazane między innymi przez św. Faustynę, do dobroczynności?

Też o tym słyszałem. Schemat jest dość prosty. Bóg jest miłością, jest miłosierny, kocha bezgranicznie, przebacza grzechy, przygarnia każdego. Kościół mówi o tym podczas liturgii, podczas sakramentów, na katechezie. Caritas też głosi te prawdy, ale nie tyle przez słowa, tylko czyny. Zamiast mówić głodnemu człowiekowi, że Bóg cię kocha, podajemy mu talerz ciepłej zupy w imię tej miłości. To wszystko dokonuje się w klimacie pobożności. „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” – cały czas pamiętamy o tych słowach Pana Jezusa.

Cofnijmy się do początków Caritas w diecezji rzeszowskiej, do roku 1992. Kiedy rozmawiałem z bp. Kazimierzem Górnym z okazji jubileuszu 25-lecia diecezji i pytałem o mianowanie księdza dyrektorem, mówił, że znaliście się już wcześniej, przed powstaniem diecezji. Kiedy zaczęła się ta znajomość?

Biskupa Kazimierza poznałem podczas działalności w duszpasterstwie harcerskim. W ramach struktur diecezji przemyskiej byłem odpowiedzialny na duszpasterstwo harcerek i harcerzy w archiprezbiteracie rzeszowskim, choć w praktyce moja działalność obejmowała szerszy zakres. W tym czasie z ramienia episkopatu harcerzami opiekował się bp Górny. Spotykaliśmy się na zjazdach i posiedzeniach m.in. w Krakowie i Warszawie. Gdy bp Kazimierz przyjechał do Rzeszowa jako pierwszy ordynariusz, byłem proboszczem w Załężu. Pewnego dnia spotkaliśmy się przy katedrze. Zapytał co robię i powiedział, że chce mnie odwiedzić. Wkrótce przyjechał do Załęża z ks. Jerzym Buczkiem…

Kanclerzem Kurii…

Tak, i obydwaj namawiali mnie do objęcia Caritas. Mieli tyle argumentów, że się w końcu zgodziłem. Od razu też pojawił się temat zastępcy. Podali mi dwa nazwiska. Jak zobaczyłem, że jedno z nich to Jagustyn, nie miałem wątpliwości, żeby poprosić o dobrze znanego mi ks. Władysława Jagustyna, wtedy proboszcza w Zalesiu.

A to drugie nazwisko?

To dzisiaj już nie istotne.

Znane są takie duety współpracowników, mam na myśli głównie filmowe historie policjantów, gdzie sukcesy w rozwiązywaniu trudnych spraw wiązały się z dość znacznymi różnicami charakteru obydwu funkcjonariuszy. Jak to było w waszym przypadku?

Ksiądz Władysław był głównym „ideologiem”, odpowiadał za formację, a ja pracowałem przede wszystkim przy zbiórkach, rozdzielaniu darów i powoływaniu nowych placówek. Warto przypomnieć, że ks. Władysław przez wiele lat był ojcem duchownym w seminarium, stąd jego kompetencje w przygotowywaniu rekolekcji, nabożeństw, programów – a bez odpowiedniego przygotowania trudno się ciągle angażować w pomaganie. Ja lepiej czułem się w organizowaniu akcji. Współpracowaliśmy 28 lat – najdłużej w najnowszej historii Caritas w Polsce. Mnie, jako dyrektora, przebił ks. Stanisław Słowik, dyrektor Caritas Diecezji Kieleckiej, który jest czynnym dyrektorem już 30 lat. Ta zbieżność imion, nazwisk i funkcji była nieraz przyczyną drobnych nieporozumień.

Organizując akcje raz siedział ksiądz za biurkiem w swoim gabinecie, innym razem można było spotkać księdza w terenie. W którym miejscu ksiądz się czuł lepiej?

Było potrzebne jedno i drugie, w zasadzie jedno wynikało z drugiego. Żeby dobrze zorganizować pomoc, czy to w związku z powodziami, których było wiele w tym czasie, czy w związku z osuwiskami, jechałem w teren zobaczyć i spotkać się z ludźmi. Żadna relacja, telefon i list nie zastąpią takiego kontaktu. Rozmowa z poszkodowanymi dodatkowo napędzała do działania. Ale potem trzeba było usiąść w biurze, zredagować odpowiednie pisma, spotkać się z władzami. Współpracujemy z władzami samorządowymi i państwowymi, a także z różnymi organizacjami i fundacjami, zatem trzeba było jeszcze usiąść przy biurkach innych dyrektorów. Tak było choćby w przypadku osuwisk. Przepisy były tak skonstruowane, że trudno było o pozyskanie środków na odbudowę bez wkładu własnego, zatem razem z bp. Kazimierzem i poszkodowanymi uczestniczyliśmy w spotkaniach w Urzędzie Marszałkowskim, motywując władze do znalezienia sposobu na zaradzenie tej trudnej sytuacji.

Powołanie na funkcję dyrektora nie wiązało się z pozostawieniem parafii w Załężu. Czy udawało się księdzu godzić obowiązki proboszcza i dyrektora Caritas?

Nie za bardzo, choć i tak długo, bo przez 4 lata łączyłem te funkcje. Z każdym rokiem przybywało działań i szybko okazało się, że trudno jest pogodzić te obowiązki. Często prosiłem o zastępstwo w katechezie m.in. ks. Władysława. W tamtym czasie przyjeżdżały liczne transporty z darami, pojawiały się nieplanowane akcje i nie dało się tego tak kontynuować. Powiedziałem biskupowi Kazimierzowi, że nie jestem ani dobrym proboszczem, ani dobrym dyrektorem Caritas, i proszę, aby dyrekcję powierzył komuś innemu, a mnie zostawił w Załężu. Biskup zaproponował inne rozwiązanie – opuszczenie probostwa, a zajęcie się tylko Caritas. Pocieszając mnie powiedział: W ten sposób będziesz proboszczem całej diecezji.

I wtedy, jako proboszcz diecezji, mógł ksiądz rozwinąć skrzydła.

Raczej skrzydełka, bo słowiki to małe ptaszki. Wtedy działaliśmy już we trzech – dołączył do nas ks. Bogdan Janik, jako drugi wicedyrektor Caritas. Rozwijaliśmy się tworząc struktury i obiekty.

W tym czasie byłem klerykiem i kojarzę Caritas głównie z prowadzenia kuchni dla ubogich i organizacji Wigilii dla bezdomnych.

Prowadzenie kuchni w Rzeszowie rozpoczęło jeszcze pod koniec lat osiemdziesiątych Towarzystwo Pomocy im. św. Brata Alberta, które później przekształciło się w Rzeszowskie Towarzystwo Pomocy im. św. Brata Alberta. Jako Caritas otworzyliśmy pierwszą kuchnię w budynku Straży Pożarnej przy ul. Mochnackiego – wykorzystałem kontakty jakie miałem jako kapelan Straży Pożarnej. Później przenieśliśmy się z kuchnią na dworzec PKP. Obecnie, już wspólnie z Rzeszowskim Towarzystwem Pomocy im. św. Brata Alberta, prowadzimy kuchnię przy ul. Styki, gdzie adoptowaliśmy dawną pralnię chemiczną i przyległe magazyny – teraz z tych obiektów korzystamy razem z Rzeszowskim Towarzystwem Pomocy im. św. Brata Alberta. Towarzystwo prowadzi tam schronisko dla bezdomnych, obok schronisk w Jaśle i Racławówce, i największą kuchnię. Z wdzięcznością wspominam współpracę z prezesem Towarzystwa – Aleksandrem Zaciosem.

Znów nawiąże do czasów kleryckich. Po pierwszym roku w seminarium, w ramach praktyk duszpasterskich, uczestniczyłem w jednej z pierwszych kolonii dla dzieci w nowym ośrodku Caritas w Myczkowcach. To dzisiaj duma rzeszowskiej Caritas.

Dla ścisłości, Caritas przejęła stary ośrodek po wojsku, wymagający remontów i modyfikacji, które wciąż trwają, a czuwa nad nimi ks. Bogdan – dyrektor ośrodka. Dzięki jego wysiłkowi pojawiło się tam wiele ciekawych inicjatyw, jest m.in. Ogród Biblijny, Park Miniatur, Mini ZOO, są cykliczne imprezy, jak Bieszczadzkie Trzeźwe Wesele, spotkania rodzin wielodzietnych czy konferencje biblijne. A ile tam już było dzieci na koloniach letnich i zimowiskach – około 40 tysięcy plus 4 tysiące dzieci z Ukrainy.

Ośrodek w Myczkowcach to jedna z wielu placówek Caritas. Niektóre powstały w nowych budynkach, inne w starych, remontowanych i adoptowanych. Dzisiaj na terenie całej diecezji jest ponad 30 placówek pomocowych…

Są to placówki dla niepełnosprawnych, m.in. Domy Pomocy Społecznej i Warsztaty Terapii Zajęciowej, Środowiskowe Domu Pomocy, Stacje Opieki Caritas, Zakłady Pielęgnacyjno-Opiekuńcze, Dom Samotnej Matki, Okno Życia i Centrum Integracji Społecznej. Caritas organizuje także cykliczne akcje, takie jak Wigilijne Dzieło Pomocy Dzieciom, Baranek Wielkanocny, Tornister Pełen Uśmiechów, Dzień Matki i Dziecka, św. Mikołaj oraz Światowy Dzień Chorego. Ta lista nie jest skończona, reagujemy na bieżące potrzeby. 8 lipca br. (2020 r. – przyp. ks. T. N.) otworzyliśmy Dzienny Dom dla Starszych „Ochronka dla Seniora” w Zagorzycach Dolnych, który poświęcił bp Jan Wątroba – od 2013 r. to biskup Jan inicjuje i błogosławi nowym dziełom miłosierdzia w naszej diecezji.

Wiele razy słyszałem z ust księdza słowa nieskrywanej dumy i radości z powodu powstania i działalność Szkolnych Kół Caritas.

Często powtarzam, że Caritas to gra zespołowa. Potrzeba współpracy wielu ludzi i środowisk. Już od początku dużo wysiłku wkładaliśmy w zakładanie parafialnych zespołów Caritas. Wolontariusze z tych zespołów mają najlepsze rozeznanie w terenie. Daliśmy też początek czemuś, co jest wolontariatem dziecięcym, młodzieżowym i akademickim, i rzeczywiście jestem z tego dumny. Pierwsze Szkolne Koło Caritas w Polsce powstało w 1995 r. w II Liceum Ogólnokształcącym w Rzeszowie z opiekunką, panią Marią Kowalską. Tak się zaczęło. Potem powstawały nowe placówki. Następnie szkolne koła pojawiły się w innych diecezjach w Polsce. Kiedyś o działalność w szkołach wypytywał mnie bp Jan Ozga z Kamerunu, który planował założyć koła Caritas w swojej diecezji. Obecnie rozmowy z nim kontynuuje ks. Piotr Potyrała. W każdym razie możemy powiedzieć, że ta idea z Rzeszowa poszła w świat.

Opiekunowie tych kół i asystenci kościelni mówią, że koła te gromadzą bardzo różną młodzież. Okazuje się, że pomaganie łączy ponad podziałami.

Młodzi ludzie ogólnie są bardzo wrażliwi na różne biedy, trudne położenie innych osób, nieszczęścia. Chętnie się angażują w akcje. Ci, którzy zdecydują się na wolontariat, zarażają innych, i tak rozszerza się ten krąg osób chętnych do pomocy, choć nie ukrywam, że sporo straciliśmy przez likwidację gimnazjów. W wielu z nich bardzo prężnie działały Szkolne Koła Caritas. To były osobne struktury i możliwości, których nie da się w pełni odtworzyć w szkołach podstawowych i liceach. Na szczęście, słyszałem, że młodzież z gimnazjum sama daje impuls do powstania kół w liceach, powstają też nowe koła w szkołach podstawowych.

Obecnie mamy bardzo dużo organizacji charytatywnych i fundacji. Jedną ze starszych jest przyciągającą tysiące młodych ludzi Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Pamiętam, że często zestawiano Caritas i Orkiestrę. W tej sprawie kiedyś zabrał głos ks. Marian Subocz, dyrektor Caritas Polska, mówiąc, że Caritas nie konkuruje, nie szuka porównań, i każdy, kto działa na rzecz bliźniego jest godny szacunku. Jakie było księdza zdanie w tych dyskusjach.

Nie ukrywam, że nie we wszystkim podzielam zdanie pana Owsiaka, ale jeśli ktoś chce pomagać, to jak najbardziej jest dla niego miejsce. To bardzo rozległy obszar i mamy różne specjalizacje, bo różne są ludzkie potrzeby. Jedni wspierają niepełnosprawnych, inni są skoncentrowani na bezdomnych, jeszcze inni kupują sprzęt medyczny, a drudzy organizują kosztowne operacje za granicą. Działalność Caritas jest bardzo szeroka i obejmuje różne obszary życia. To nie tylko bezdomni i ubodzy. Choćby wspomniane operacje – wiele razy wsparliśmy dużymi sumami osoby, które wymagały leczenia za granicą. Jednym z atutów naszej organizacji jest szybkość reakcji w przypadku sytuacji losowych jak powodzie, pożary, trzęsienia ziemi. Działamy natychmiast, nie potrzebujemy formalności, aby uruchomić jakieś fundusze.

A czy spotkał się ksiądz kiedyś z zarzutami, np. że zamiast dawać wędkę dostarczacie gotowe jedzenie czy ubranie, utrwalając biedę i bezradność wielu ludzi.

Jakbym miał wędkę, to chętnie bym ją dał. Czasem zdarza się, że uda nam się kogoś przeprowadzić przez okres bezdomności, a potem pomóc w samodzielnym życiu, załatwić pracę, ale to rzadkie przypadki. Zdecydowanie większe możliwości ma tutaj państwo i samorządy. My natomiast zajmujemy się tymi, którzy nie mają wędki, a przecież muszą coś zjeść i w coś się ubrać.

A same osoby, którym pomaga Caritas, czy doceniają wysiłek i pracę zespołu oraz ofiarodawców?

Ci, którzy pracują w organizacjach charytatywnych wiedzą, że jest to trudna praca. Spotykamy ludzi w bardzo różnej sytuacji życiowej. Nie brakuje wdzięczności i docenienia, ale gdyby ktoś czekał na takie gesty, często by się rozczarował. Sporo zarzutów dotyczy podziału artykułów. Dlaczego ten dostał trzy kilogramy, a inny pięć? Mamy swoje rozeznanie sytuacji i nim się kierujemy. Staramy się nie dać naciągnąć, bo i to, niestety się zdarza. Z drugiej strony mam w głowie słowa ks. prof. Stanisława Potockiego, nieżyjącego już biblisty, byłego rektora seminarium duchownego w Przemyślu, który często powtarzał: „Jeżeli mówisz, że nikt cię w życiu nie naciągnął, to nie masz się czym chwalić”. Wśród osób, którym pomagamy, część jest zawiedzionych wielkością pomocy, chcieliby otrzymać więcej, na zasadzie, to mi się należy. Kiedyś zachęcałem do udziału w zbieraniu ziemniaków, które ktoś nam ofiarował, ale trzeba było samemu zebrać je z pola. Sporo osób się zgłosiło, zorganizowaliśmy transport, ludzie część tych ziemniaków zabrali dla siebie. Po powrocie pewien mężczyzna, który wcześniej zachęcany, nie chciał jechać, zgłosił się, by odebrać te ziemniaki. Gdy mu przypomniałem, że przecież nie chciał pojechać do pracy, zapytał: A gdzie miłosierdzie?

Czy w takiej sytuacji puściły kiedyś księdzu nerwy?

Nauczyłem się, że nie można się obrażać. Bezdomność, bieda, wykluczenie społeczne, czy jakieś trudne przeżycia odciskają piętno na życiu ludzi. Chcielibyśmy, aby byli mili, sympatyczni, uczciwi, wdzięczni. To, co przeszli sprawia, że te cechy zostały nieraz schowane bardzo głęboko. Pewnych rzeczy nie można od nich od razu wymagać. Proces zmiany jest dość długi i wymaga cierpliwości.

A czy prawdą jest, że ci najbardziej potrzebujący niechętnie wyciągają ręce po pomoc?

To bardzo złożony problem. Ludzie nieraz są honorowi, inni wstydzą się swojej biedy, nie chcą się z nią afiszować, a czasami, choć rzeczywiście mają ciężko, myślą, że pewnie inni mają jeszcze gorzej. Dlatego nie poprzestajemy tylko na tych, którzy pukają do drzwi Caritas, ale dzięki rozeznaniu m.in. parafialnych zespołów, sami staramy się dotrzeć do osób zmagających się z biedą.

Od 1 września 2020 r. jest ksiądz emerytem. Nowym dyrektorem został ks. Piotr Potyrała. Czy zdaniem księdza poradzi sobie z wyzwaniami trzeciej już dekady XXI wieku?

Myśląc o zakończeniu pracy w Caritas już dawno temu zabiegałem, aby diecezja wysłała jakiegoś księdza na studia specjalistyczne w dziedzinie pomocy charytatywnej. Tak się złożyło, że został wysłany mój krajan ze Święcan, ks. dr Piotr Potyrała, który ukończył Uniwersytet we Fryburgu w Niemczech (ks. Potyrała odbył studia na Uniwersytecie Alberta-Ludwika we Fryburgu, które ukończył napisaniem pracy Master of Arts pt. „Selbstwirksamkeitsüberzeugungen bei jugendlichen Schülerinnen und Schülern. Eine empirische Studie” – „Przekonania o samoskuteczności u młodych uczniów. Studium empiryczne”. Ich kontynuacją były studia i tytuł doktora nauk humanistycznych w zakresie socjologii na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie na podstawie dysertacji pt. „Szkolne Koła Caritas jako forma współczesnego wolontariatu. Studium na przykładzie Diecezji Rzeszowskiej” – przyp. ks. T. N.). Współpracowaliśmy już od 2012 r., kiedy został kapelanem Regionalnego Ośrodka Rehabilitacyjno-Edukacyjnego dla Dzieci i Młodzieży im. św. Jana Pawła II, któremu dała początek Fundacja Caritas w ramach działalności Wojewódzkiego Sejmiku Rehabilitacyjnego organizowanego przez prof. Andrzeja Kwolka. Ksiądz Piotr był równocześnie opiekunem Szkolnych Kół Caritas, a w 2015 r. został wicedyrektorem Caritas. Myślę, że bardzo dobrze sobie poradzi jako dyrektor. Ma wiele talentów, choćby taki, że doskonale się odnajduje w nowych i tradycyjnych mediach, co jest bardzo ważne, aby jak najszerzej nagłaśniać różne działania. Już powołuje nowe placówki, nowe Szkolne Koła Caritas, organizuje akcje. Życzę mu wszystkiego dobrego.

Dziękuję za rozmowę.

Jeszcze jedno.

Słucham.

Zakończyłem pewien etap życia i chciałem podziękować wielu osobom, z którymi współpracowałem przez 28 lat. O niektórych już mówiłem, niektóre z nich są już świętej pamięci. Jestem wdzięczny księżom biskupom. Wspominałem już o bp. Kazimierzu i bp. Janie. Bardzo wiele zawdzięczam również bp. Edwardowi Białogłowskiemu, który uczestniczył w niezliczonej liczbie różnych akcji. Dziękuję księżom wicedyrektorom: Władysławowi, Bogdanowi i Piotrowi, księżom proboszczom i wikariuszom, szczególnie asystentom kościelnym kół. Dziękuję wolontariuszom z biura Caritas i różnych placówek, wolontariuszom podczas kolonii i zimowisk praz wolontariuszom z parafialnych i Szkolnych Kół Caritas, a także ich opiekunom. Dziękuję siostrom nazaretankom pracującym w biurze od 1993 r. i wszystkim etatowym pracownikom biura Caritas. Dziękuję osobom prowadzącym różne placówki Caritas, a wśród nich siostrom zakonnym z różnych zgromadzeń. Dziękuję dyrekcji Caritas Polska i Wyższemu Seminarium Duchownemu w Rzeszowie. Dziękuję władzom rządowym, samorządowym, na czele z Rzeszowem, parlamentarzystom, stowarzyszeniom, fundacjom, właścicielom firm. Jestem wdzięczny Wojsku Polskiemu, Policji, Straży Pożarnej, harcerzom i strzelcom. Dziękuję ruchom i stowarzyszeniom katolickim oraz rzemieślnikom, a także licznym zespołom artystycznym, Filharmonii Podkarpackiej oraz Regionalnemu Centrum Sportowo Widowiskowemu „Podpromie”. Dziękuję mediom, z którymi współpracowałem, to m.in. Katolickie Radio Via, „Niedziela Rzeszowska” oraz inne tytuły prasy katolickiej i świeckiej, Radio Rzeszów i Telewizja Rzeszów. Dziękuję każdemu darczyńcy, każdej osobie, która dołożyła się do dzieł prowadzonych przez Caritas. Bóg zapłać wszystkim.

Bóg zapłać księdzu. Dziękuję raz jeszcze za rozmowę.

Rozmowę przeprowadzono 26 grudnia 2020 r., autoryzowano 2 stycznia 2021 r.

Ks. Stanisław Słowik urodził się 8 lipca 1950 r. w Jaśle. Dzieciństwo i młodość spędził w rodzinnych Święcanach. Po maturze w Liceum Ogólnokształcącym w Bieczu w 1968 r. wstąpił do seminarium duchownego w Przemyślu. 15 czerwca 1974 r. w Jaśle przyjął święcenia kapłańskie z rąk biskupa pomocniczego przemyskiego Stanisława Jakiela. Przez 4 lata był wikariuszem w Grodzisku Dolnym. W latach 1978 – 1989 był wikariuszem parafii farnej w Rzeszowie. W 1989 r. został proboszczem parafii pw. Matki Bożej Nieustającej Pomocy i św. Floriana w Rzeszowie (osiedle Załęże), gdzie był zaangażowany w budowę kościoła i zaplecza duszpasterskiego. 26 maja 1992 r. bp Kazimierz Górny mianował go dyrektorem powołanej 8 maja Caritas Diecezji Rzeszowskiej (do 1996 r. funkcję tę łączył z zadaniami proboszcza). Kierował diecezjalną Caritas nieprzerwanie przez ponad 28 lat do 31 sierpnia 2020 r. Za wszechstronną działalność został odznaczony licznymi nagrodami, m.in. w 2018 r. został odznaczony medalem „Zasłużony dla Województwa Podkarpackiego”, a w 2019 r. medalem „100-lecia Odzyskania Niepodległości”. Jest Kapelanem Honorowym Ojca Świętego i kanonikiem Kapituły Katedralnej.

Zdjęcia: Tomasz Nowak

Udostępnij