Odwiedziny Polaków z Kazachstanu na polskiej ziemi

Misjonarze odwiedzający Polskę często przybywają nie tylko sami, ale także ze swoimi parafianami z krajów misyjnych. O takiej właśnie wizycie Polaków z Kazachstanu opowiada w rozmowie z ks. Dawidem Juchą – Referat Misyjny w Rzeszowie, ks. Łukasz Chłopek, dzieląc się doświadczeniem swojej ostatniej podróży do Ojczyzny

„Zeszłoroczna wizyta “Studia Wschód” z TV Polonia zaowocowała zaproszeniem naszej pawłodarskiej grupy polonijnej “Syreny” i “Narcyz” do Polski.

Grupa 14 osób, nauczycielka j. polskiego i ja wyruszyliśmy w drogę na lotnisko do stolicy (450km) żeby wsiąść do samolotu w 7.5 godzinną podróż do Warszawy, skąd potem wyjechaliśmy do Bogatyni. Tam, przyjęci przez burmistrza p. Wojciecha Dobrołowicza stawialiśmy pierwsze kroki po polskiej ziemi. Odwiedzając trójstyk Polski, Niemiec i Czech zaznajomiliśmy się w jeden dzień z trzema państwami.

Głównym celem wizyty tam był koncert w Domu Kultury, na który przyszło ponad 500 mieszkańców. Mszę zespoły w 1.5 h pokazały swoje umiejętności muzyczne i taneczne. Dzięki wspaniałej gościnności gminy i miasta potomkowie Polaków z Kazachstanu spróbowali regionalnych potraw za świątecznym stołem kolędowym.

Następnym punktem był Festiwal Kresowy w Sycowie na którym zebrało się ponad 1000 widzów. Nasi Polacy zaprezentowali swoje umiejętności, a widownia nagrodziła ich długimi brawami. Po naszym występie był koncert Justyny Steczkowskiej, która zaprosiła naszą 14-tkę w kostiumach regionalnych na scenę żeby razem z nimi wykonać polskie kolędy.

Po zwiedzeniu Wrocławia i Warszawy grupa wróciła do domu, a ja zostałem jeszcze w Ojczyźnie żeby odwiedzić dwie parafie z kazaniami misyjnymi i przeprowadzić zbiórkę na odbudowę naszego spalonego w zeszłym roku kościoła św. Marii Goretti w Kiemienger.

Czas przy takich zajęciach biegnie nieubłaganie, a przyjeżdżając do polskiego domu chce się odwiedzić swoich bliskich i znajomych, porozmawiać po polsku, nabrać sił od polskich przyjaciół. Odwiedziny w domu zawsze cieszą mnie ze względu na spotkanie z mamą i rodziną, którzy polskimi daniami chcą mnie po radować (jak choćby teraz mama, która przygotowywała dla mnie świąteczne dania, których nie mam możliwości zjeść w Kazachstanie). Wszyscy misyjni przyjaciele: księża, parafianie i znajomi zawsze dają odczuć łączność moim kazachstańskim domem i z nami 5000 km od Polski.

Czas ucieka, nie ze wszystkimi się spotkam przez parę dni urlopu, ale zawsze mi miło z każdego kontaktu przez internet czy telefon. Każdemu misjonarzowi to bardzo potrzebne, żeby nie zapomniał o ogromie ludzi wspierających jego i jego wspólnotę Kościoła myślowo, modlitewnie i finansowo”.

Opracował ks. Dawid Jucha, Referat Misyjny Kurii diecezjalnej w Rzeszowie.

Udostępnij