Pasterz według Serca

Dziś, 19 stycznia diecezja rzeszowska przeżywa uroczystość swojego patrona: św. Józefa Sebastiana Pelczara, biskupa, gorliwego pasterza, wybitnego teologa i apostoła miłości Bożego Serca. Święty J. S. Pelczar, biskup, jest patronem dwóch wspólnot parafialnych: w Strzyżowie oraz Rzeszowie.

W uroczystość liturgiczną św. Józefa Sebastiana Pelczara biskupa, głównego patrona diecezji rzeszowskiej, bp Jan Wątroba będzie przewodniczył Eucharystii o godz. 18.00 w katedrze rzeszowskiej.

To szczególna okazja, by na nowo sięgnąć do jego bogatego nauczania i pism, w których pozostawił aktualne wskazania dotyczące życia duchowego, miłości bliźniego i odpowiedzialności za Kościół oraz wspólnotę diecezjalną. Św. Józef Sebastian pozostawił po sobie bogatą spuściznę pisarską. W swojej działalności literackiej i kaznodziejskiej z ogromną erudycją ukazywał praktyczne – duszpasterskie implikacje zdobytej wiedzy.

Jak sam wyznał: „Było gorącym moim pragnieniem służyć Bogu także piórem i podzielić się […] tym, co jako kapłan i biskup poznałem i czego jako profesor w Przemyślu i Krakowie uczyłem, aby w ten sposób zużytkować wszystkie dary wzięte od Boga i nawet po śmierci być ludziom użyteczny.”

Pośród prac wydanych drukiem w skład pism św. Józefa Sebastiana wchodzą dzieła teologiczne, historyczne, książki z dziedziny  prawa kanonicznego, listy pasterskie, kazania, mowy okolicznościowe, mowy żałobne, akta normatywne, podręczniki, modlitewniki, i inne. Oprócz nich w formie rękopisów zachowały się zapisy kronikarskie, korespondencja, kazania, mowy, toasty i inne znajdujące się w Archiwum Głównym Zgromadzenia Służebnic Najświętszego Serca Jezusowego w Krakowie. W wykazie rękopisów zachowano układ rzeczowy z dokładnym wyszczególnieniem rękopiśmiennych kazań i mów, natomiast w dziale korespondencja nie wymieniono poszczególnych listów, a tylko cały ich zbiór.

Z dzieła św. Józefa Sebastiana Pelczara, biskupa: Życie duchowe, t. 2, Kraków 2003. Fragmenty rozdz. XXXII, O pokarmie życia duchowego, czyli o Najświętszym Sakramencie Ołtarza, s. 263-337.

O miłości Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie

Zaprawdę niewypowiedzianą miłość okazał Syn Boży, że połączył swoje Bóstwo z człowieczeństwem i stał się do nas pod każdym względem podobny, z wyjątkiem grzechu (por. Hbr 4,15), że jako Bóg-Człowiek żył wśród ludzi i umarł za nas jako ofiara, która pojednała świat z Bogiem. Wydaje się, że tu już powinien być kres Jego miłości, bo przecież On sam powiedział: „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” (J 15,13). Lecz miłość Jego wynalazła jeszcze jeden stopień: „On, umiłowawszy swoich na świecie, do końca ich umiłował” (J 13,1).

On bardzo upokorzył się w swoim Wcieleniu, gdy Boską naturę połączył z ludzką, więcej jeszcze w Odkupieniu, gdy umarł za nas w hańbie, lecz w Tajemnicy Ołtarza zstąpił aż na ostatni szczebel wyniszczenia. Oto pod pokorną szatą chleba i wina ukrywa nie tylko swoje Bóstwo, ale i człowieczeństwo, zdejmuje z siebie wszelki majestat, pozbawia się pozornie wszelkiego życia, staje się jakby niewidzialny, o którym zapomniano w sercach jak o zmarłym (Ps 31,13). I dlaczego? Z miłości ku nam — by z jednej strony być dla nas ciągłą nauką zaparcia się, pokory, posłuszeństwa i ofiary, z drugiej próbować naszej wiary, a swoim uniżeniem i swoją dobrocią pociągać nas ku sobie i przychodzić nawet do naszych serc. Gdyby bowiem odsłonił się przed nami w całym blasku chwały, zakrywalibyśmy nasze twarze i uciekalibyśmy przerażeni, więc miłość ku nam okryła Go szatą pokory. „We wszystkim jest Twoje nieśmiertelne tchnienie” (Mdr 12,1).

Gdy z jednej strony Pan wyniszcza się aż do ostatniego stopnia, z drugiej wytęża — że tak powiem — swoją wszechmoc i czyni liczny szereg cudów, tak że Najświętsza Eucharystia jest cudem cudów i arcydziełem mądrości, potęgi i dobroci Bożej. Albowiem Pan niszczy w niej substancję chleba i wina, zamieniając ją w substancję Ciała i Krwi swojej, tak iż tylko postacie zostają. Dzieli więc Pan rzeczy przedtem niepodzielne, sprawia, że postacie istnieją i działają bez istoty, mieści się z Ciałem, Duszą i Bóstwem w małej Hostii, a nawet w każdej, choćby najmniejszej cząstce tejże Hostii. Jest obecny, jak długo trwają postacie, znika, gdy one ulegają zniszczeniu. Jest równocześnie w wielu Hostiach, a jednak wszędzie jest cały, wszędzie ten sam. Ile tu cudów dokonanych na słowo Bożej wszechmocy, wypowiedziane przez kapłana, choćby najniegodniejszego; a wszystko to czyni Pan Jezus w tym celu, aby zostać z nami.

I jak długo zostanie? Do końca wieków, aż anioł Boży zawoła: Amen, już więcej czasu nie będzie. Najświętsza Ofiara nigdy nie ustaje, bo kiedy jedna półkula ziemi pogrążona jest we śnie, na drugiej kapłani stają przy ołtarzu. A nadto Pan Jezus przebywa w przybytkach sakramentalnych we dnie i w nocy. Spójrz na wspaniałe świątynie Europy! Ich budowa zadziwi cię, ich bogactwo olśni, lecz to jest ich największą chwałą, że w nich mieszka Pan Jezus. Idź potem na piaski Afryki lub na wyspy wokół Australii! Zobaczysz tam kapliczkę utkaną z liści palmowych, a w niej skromny misjonarz odprawia Mszę Świętą wobec garstki nowo nawróconych wyspiarzy. Kapliczka wydaje ci się uboga, a jednak jest ona bogata, bo w niej mieszka Pan Jezus.

Dlaczego Pan zamieszkał wśród swojego ludu? On przewidział wszystkie znieważenia i świętokradztwa, jakie miały Go spotkać w tej najczcigodniejszej tajemnicy, a jednak został z nami, by uwielbić Ojca, a nam objawić swą miłość i przez tę miłość nas zbawić.

A w jakim celu został z nami? Oto najpierw, by być naszym Mistrzem i uczyć nas wszelkich cnót, a szczególnie uczczenia Boga, pokory i miłości. On bowiem w tym Sakramencie rozważa ciągle i wysławia doskonałości Ojca, uniża się przed Jego Majestatem, znosi w milczeniu ludzkie zniewagi i niewdzięczności, jest posłuszny swoim sługom, modli się ciągle za nami i oddaje się nam całkowicie. Po drugie, został Pan Jezus z nami jako Kapłan, aby ową wielką Ofiarę Krzyża powtarzać aż do końca wieków, a tym samym uwiecznić tę miłość, którą nam okazał na krzyżu. Rzeczywiście, uczynił pamiątkę tej niezmierzonej miłości, która Go nie tylko przybiła do krzyża, ale kazała Mu nieustannie umierać w sposób mistyczny na naszych ołtarzach. O, jakże wielka to łaska, że możemy codziennie przebywać duchem na Kalwarii i stawać się uczestnikami zasług śmierci Chrystusowej!

Jednakże to, co dla nas jest wielkie, małe się wydaje miłości Pana Jezusa. On bowiem zapragnął nie odrywać się ani na chwilę od nas, bo radością Jego być przy synach ludzkich (por. Prz 8,31); dlatego stał się więźniem naszych przybytków i mieszka z nami ciągle, nie tylko jako nasz Król, ale także jako nasz Ojciec, Przyjaciel, Oblubieniec i Pocieszyciel. O, jakże wielka jest miłość Zbawiciela, że ani na chwilę nie chciał nas pozbawić swojej słodkiej obecności, bo wciąż żyje, aby się wstawiać za nami (por. Hbr 7,25) i by za nas wielbić ciągle Ojca Niebieskiego. (…)

Bóg chciał nas karmić swoim Bóstwem, lecz że to jest pokarm aniołów, dla nas niedostępny, więc postanowił dostosować go do naszej słabości. Cóż więc uczynił? Oto nie tylko Słowo stało się Ciałem, lecz nadto okryło się postaciami chleba i wina. (…)

A dlaczego Pan nas karmi? Dlatego, aby w nas utrzymywać i pomnażać życie nadprzyrodzone, by nas oczyszczać, leczyć i uświęcać, by nas łączyć z sobą i przemieniać w siebie. O duszo, powiedz sama, czy Pan mógł uczynić dla ciebie coś więcej? Naprawdę, nieskończona mądrość Boga nie mogła ci dać nic lepszego, nieskończona wszechmoc Boża nic większego, nieskończona miłość Boża nic świętszego! Gdyby więc Pan za cenę jednej tylko Komunii Świętej żądał od ciebie ofiary z trudu i cierpień całego życia, a nawet z twojej krwi, wszystko to byłoby za mało, lecz On żąda tylko czystego serca i kilku chwil przygotowania. (…)

Zaprawdę, miłość to tak wielka, że tylko Bóg nieskończony mógł ją wynaleźć i objawić; tak wielka, że jej żaden rozum ludzki doskonale pojąć ani żadne serce doskonale odczuć nie zdoła; tak wielka, że ona będzie przedmiotem naszego zachwytu przez całą wieczność. (…)

Lecz jakże odwdzięczymy się Panu? Miłością — i to miłością czułą, miłością wdzięczną, miłością ofiarną, miłością nieustającą. A jak objawimy tę miłość? Wypełnieniem tych celów, dla których Pan został z nami.

Oto Pan Jezus jest naszym Mistrzem, który z głębi ołtarza przemawia do każdej duszy; a więc trzeba słuchać Jego nauki, wpatrywać się w Jego Serce i naśladować Jego cnoty, zwłaszcza Jego cichość, pokorę, posłuszeństwo i wyniszczenie się z miłości ku ludziom.

Pan Jezus jest naszym Kapłanem, który za nas i dla nas składa Najświętszą Ofiarę, a więc trzeba uczestniczyć w niej pobożnie.

Pan Jezus jest naszym Gościem, który pragnie naszej obecności i naszej rozmowy, a więc trzeba Go jak najczęściej odwiedzać.

Pan Jezus jest pokarmem naszych dusz, do których pragnie usilnie przychodzić, a więc trzeba Go przyjmować z wielką miłością.

Pan Jezus jest Królem naszych serc, od których wymaga hołdu i daniny, a więc należy Mu te hołdy oddawać z największą czcią, a z Nim i przez Niego Ojcu Niebieskiemu.

Opracował: J. Oczkowicz

Udostępnij